Martyna Tomaszewska dumna z Olsztyna!

Autor: dumnizolsztyna

Dodano: 4 grudnia 2016

W dzisiejszym wywiadzie przybliżymy wam twórczynię grup takich jak „Olsztyn Kocham!”czy „Olsztyńska Grupa Kinomanów” –  Martynę Tomaszewską. Oprócz tego, że jest ona Dyrektorem Kreatywnym oddziału praskiego firmy HCL możemy się o niej dowiedzieć wiele interesujących faktów, a jej opinia na temat Olsztyna niesie w sobie miłe przesłanie dla nas samych – olsztynian.

IGA: Czy pochodzi Pani z Olsztyna? (jeśli tak, to czy już jako dziecko kochała Pani Olsztyn, czy może ten sentyment przyszedł z czasem?)

MARTYNA: Urodziłam się i wychowałam w Olsztynie. Tutaj ukończyłam studia i rozpoczęłam „karierę” projektanta. Jednak odkąd okoliczności zmusiły mnie do emigracji, wracam do mojego miasta z radością, a wyjeżdżam z poczuciem tęsknoty i straty.

IGA: Teraz mieszka Pani w Pradze. Jak często bywa Pani teraz w Olsztynie?

MARTYNA: Do Czech wyjechałam ponad 7 lat temu. W Pradze mieszkam już 4 lata, ale żadne miasto, nawet najpiękniejsze nie zastąpi mi domu. Na początku kiedy mieszkałam na Morawach blisko granicy z Polską do domu wracałam na weekendy raz lub nawet dwa razy w miesiącu. Niestety tak częste podróże rujnowały mój domowy budżet, więc z czasem ograniczyłam je do dwóch wizyt w roku.

IGA: Czy zauważa Pani w Naszym Mieście jakieś duże zmiany, na przestrzeni lat?

MARTYNA: Zmiany widzę jak na dłoni. Nie wszystkie mi się podobają, do niektórych jest mi dość ciężko się przyzwyczaić , ale dom to dom.
To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło to fakt, że miasto jest czyste i nadal bardzo zielone. Powstały tu również pewne obiekty (sklepy, galeria sztuki, restauracje i puby), które idealnie wpisują się w charakter tego miejsca i momentalnie stały się moimi ulubionymi punktami odwiedzin.

Uwielbiam zmodernizowaną plażę miejską oraz park centralny i ogromnie cieszy mnie, że miasto zainwestowało w miejsca rekreacji również dla mieszkańców, a nie wyłącznie dla turystów. Jednak najbardziej lubię tu wracać dla ludzi. Przez te siedem lat dojrzały w tym miejscu niesamowite osobowości, które bardzo podziwiam za ich działalność na rzecz kultury, nauki i rozrywki w Olsztynie. Cóż, za nimi oraz za jeziorami tęsknię chyba najbardziej.

IGA: Czy Pani zdaniem młodzi ludzie mają tutaj pole do rozwoju, czy może jest to zapyziałe miasto, zupełnie bez potencjału?

MARTYNA: Poza jednym z najznamienitszych kampusów uniwersyteckich w Europie, bogatą ofertą edukacyjną i wysoką jakością kształcenia to miasto ma o wiele więcej do zaoferowania. Olsztyn ma ogromny potencjał, mieszka tu mnóstwo inspirujących i twórczych ludzi, którzy dbają o rozwój regionu oraz samych mieszkańców. Wystarczy zrobić pierwszy krok, dać się odnaleźć, wyjść z domu. Słyszałam opinie, że nic się tu nie dzieje, jest nudno, wszystkie ciekawe imprezy omijają akurat Olsztyn. Łatwiej jest narzekać niż zorganizować coś samemu lub choćby poszukać informacji o wydarzeniach w Internecie.
Nie pamiętam już kiedy ostatni raz się tutaj nudziłam. Zawsze kiedy wyjeżdżam z Olsztyna żartuję, że potrzebuję kolejnego urlopu, aby odpocząć po wakacjach w domu. I za każdym razem poznaję tu nowych ciekawych ludzi, z którymi często utrzymuję kontakt nawet po wyjeździe. Nie zliczę już ile razy żałowałam, że nie jestem na miejscu, że nie mogę wziąć udział w jakimś przedsięwzięciu lub zaangażować się w jego organizację. Śmieję się, że to moja kara za opuszczenie domu.
Olsztyn to piękne, tętniące życiem miasto, niczym nie ustępuje innym stolicom wojewódzkim, przeciwnie, uważam, że ma do zaoferowania o wiele więcej, choćby ze względu na otaczającą go naturę.

IGA: Czy jako nastolatka narzekała Pani na Olsztyn?

MARTYNA: Narzekałam okrutnie! Pamiętam takie zdarzenie sprzed 15 lat, wyjechaliśmy na wczasy do Grecji tuż przed samym kryzysem. Słońce prażyło, woda mimo że słona to jednak była czysta jak łza, wszędzie była zieleń i blask białych domków z niebieskimi okiennicami. Kiedy po powrocie mijaliśmy skrzyżowanie Warszawskiej i Obrońców Tobruku, a moim oczom ukazały się odpryśnięte tynki jakiegoś szaro burego bloku w tym momencie łzy cisnęły mi się do oczu. Długo zajęło mi aż zaczęłam doceniać piękno naszego miasta, ale było to jeszcze przed emigracją. Przez kilka lat pracowałam na starówce, tuż przy wysokiej bramie, z okien miałam widok na plac Targ Rybny. Pamiętam soczystą zieleń, tłumy pod oknem, bursztyn na straganach. W Olsztynie jest wiele tylko moich miejsc, z każdym wiąże się jakieś szczęśliwe wspomnienie.

IGA: Nie korciło Panią by wyjechać gdzieś na studia do „wielkiego miasta” jak Warszawa, Kraków, Wrocław? Młodzi tak często wyjeżdżają, bo duszą się w naszej „wiosce”. Co zadecydowało o pozostaniu tu na studiach?

MARTYNA: Powód był niestety prozaiczny – brak pieniędzy na studia poza Olsztynem. Marzyłam o architekturze wnętrz w Gdańsku, ale głównie dlatego, że chciałam być bliżej morza. Tak naprawdę w momencie wyboru studiów nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Zawód który sobie później wybrałam nie miał za wiele wspólnego z wystudiowanym kierunkiem. Jednak dobrze się stało, że nie wyjechałam. Nie poznałabym wtedy moich najbliższych przyjaciół, a nie umiem wyobrazić sobie bez nich życia.

IGA: Czy zna Pani jakiegoś obcokrajowca (może jakiegoś Czecha?), który odwiedził Olsztyn? (mówił coś o wrażeniach?) A może sama Pani zaciągnęła do Olsztyna jakiegoś znajomego z Czech? 🙂

MARTYNA: Mam w Pradze wielu znajomych którzy poznali moje okolice dzięki kampanii promocyjnej „7 Nowych Cudów Świata”. Plakaty z serii „To nie (Afryka/Chorwacja ect.), to Mazury” wisiały w kilku stacjach metra, w strategicznych miejscach Pragi. Byłam tak dumna i szczęśliwa kiedy pierwszy raz je zobaczyłam! Dzięki nim nawet koledzy z pracy pytali mnie „To gdzie ten Olsztyn? Ładnie tam u was”. Co prawda reklamowano wtedy jedynie mazury, ale to wystarczyło żeby skojarzyli, że to przecież tam skąd pochodzi Martyna, na północ od Warszawy… Poza tym muszę jeszcze pochwalić moich obecnych gospodarzy, Czesi bardzo nam w tym konkursie kibicowali, głosowali na nasze Mazury co niewątpliwie pomogło nam się dostać aż do finałowej czternastki!
Poza tym Obcokrajowcem który jeździ po Olsztynie już bez nawigacji jest mój życiowy partner – Marian Mrozek. Zawsze powtarzał, że miasto jest piękne, jeziora aż po horyzont, czuć tu na peryferiach sielski spokój, a starówka jest przeurocza. Udało mi się również sprowadzić tu naszych wspólnych czeskich przyjaciół z Moraw. Byli tu krótko, jedynie kilka dni w okresie sylwestrowym, ale bawili się świetnie, objedli za wszystkie czasy i podkreślali, że Olsztyn jest piękny, a ludzie jacy gościnni!
Mam również nadzieję, że w przyszłym roku zawitam do domu z dwoma przyjaciółkami z Pragi. Po latach mojego „ględzenia” o rodzinnych stronach zapytały czy nie zechciałabym zorganizować dla nich „tournée po Polsce”, więc już planuję uczynić z Olsztyna jeden z punktów na naszej trasie.

IGA: Czy jest Pani dumna z Olsztyna?

MARTYNA: Jestem! Najbardziej dumą napawają mnie ludzie, ci którzy zostali, którzy zapisują się w jego historii swoją działalnością. To jest dla mnie właśnie serce tego miasta – jego mieszkańcy którzy codziennie walczą o dobro regionu. Wiem, to brzmi trochę jak przedwyborcza agitacja, ale tak jest naprawdę, podziwiam ich, zazdroszczę i tęsknię. Czy jest w jakimkolwiek mieście coś bardziej godnego dumy niż ludzie?